No to tak, na razie nie będę dalej prowadzić tego bloga bo nie widzę w tym sensu xd No i trochę wenę straciłam do tego opowiadania ;/ Ale mam nowe ;) I tam czuje mega, MEGA natchnienie ;D Przenoszę się jednak na watt pada : "Ta która niesie ze sobą śmierć" Mam nadzieje ze zajrzycie ;) Może jeszcze kiedyś skończę tego bloga ale na razie się na to nie zapowiada.
No to mam nadzieje ze Do zobaczenia ;*
Wszystko jest możliwe. Dlaczego? Bo ja tak powiedziałam.
Wiktoria ma 17 lat. Mieszka sama z mama i ma dwójkę przyjaciół. Wydaje jej się ze jest zwykłą nastolatką ale to się zmieni gdy dowie się ze jej najbliżsi ukrywają prawdę o jej pochodzeniu.
środa, 18 maja 2016
poniedziałek, 21 marca 2016
Rozdział 3
Stanęłam jak wryta. Nie mogłam się ruszyć. Nina i Mat wysunęli się do przodu tak ze zasłonili mnie swoimi ciałami, na co wilk zawarczał jeszcze głośniej. Chciałam się ruszyć, uciec stąd ale po prostu nie mogłam. Spojrzałam na moich przyjaciół spodziewając się zobaczyć na ich twarzach przerażenie i strach. Zamiast tego ujrzałam determinacje, obojętność i coś co mnie najbardziej zdziwiło, ekscytacje i radość. Nina włożyła rękę do swojej torebki i wyjęła z niej dwa długie noże. Zaś Mat sięgnął pod bluzę i wyją najprawdziwszy miecz. Stanęli gotowi do walki.
Krew odpłynęła mi z twarzy. Co tu się dzieje do cholery? Skąd tu ten wilk? Skąd Nina i Mat maja ta bron? I co oni do kurwy nędzy wyrabiają?! Pomyślałam gdy zobaczyłam jak zaczęli się zbliżać do wilka z wyciągnięta bronią. Czy oni chcą go zaatakować? Sami? Pomijając fakt ze skądś maja ten miecz i noże to oni nie umieją walczyć! Nina zna się tylko na modzie i śmianiu się a Mat siedzi cały czas z nosem w książce. Powinniśmy uciekać! Wezwać pomoc albo coś w tym stylu! Jakieś służby specjalne do dzikich zwierząt a ni walczyć z nim za pomocą dwóch noży i miecza! Co zrobią laudzie jak to zobaczą?
Własnie, ludzie. Rozejrzałam się, wokół nie było żywej duszy. Tylko ja, moi przyjaciele i ten wilk. Zaraz jednak wróciłam wzrokiem do moich towarzyszy. Mat rzucił się na wilka mieczem w reku. Celował w jego prawy bok jednak wilk okazał się szybszy i zrobił unik. Gdy już miał skoczyć na mojego przyjaciela Nina rzuciła w niego nożem i trafiła idealnie w jego lewe oko.
Krzyknęłam gdy wilk zawył z bólu. Wiedziałam ze prawdopodobnie chce nas zabić ale było mi go zal. Nie mogłam pozwolić by znów coś mu się stało. Zobaczyłam jak Mat szykuje się do zaatakowania wilka od tylu gdy ten zajęty był Ninom i swoim okiem. Jakaś wewnętrzna siła pchnęła mnie do przodu i rzuciłam się biegiem w stronę walczących. Stanęłam pomiędzy Matem i wilkiem . To była chyba najbardziej głupia rzecz jakom w życiu zrobiłam. Mat który za późno mnie zauważył nie dal rady zatrzymać miecza i cios który przeznaczony był dla wilka trafił we mnie.
Krew odpłynęła mi z twarzy. Co tu się dzieje do cholery? Skąd tu ten wilk? Skąd Nina i Mat maja ta bron? I co oni do kurwy nędzy wyrabiają?! Pomyślałam gdy zobaczyłam jak zaczęli się zbliżać do wilka z wyciągnięta bronią. Czy oni chcą go zaatakować? Sami? Pomijając fakt ze skądś maja ten miecz i noże to oni nie umieją walczyć! Nina zna się tylko na modzie i śmianiu się a Mat siedzi cały czas z nosem w książce. Powinniśmy uciekać! Wezwać pomoc albo coś w tym stylu! Jakieś służby specjalne do dzikich zwierząt a ni walczyć z nim za pomocą dwóch noży i miecza! Co zrobią laudzie jak to zobaczą?
Własnie, ludzie. Rozejrzałam się, wokół nie było żywej duszy. Tylko ja, moi przyjaciele i ten wilk. Zaraz jednak wróciłam wzrokiem do moich towarzyszy. Mat rzucił się na wilka mieczem w reku. Celował w jego prawy bok jednak wilk okazał się szybszy i zrobił unik. Gdy już miał skoczyć na mojego przyjaciela Nina rzuciła w niego nożem i trafiła idealnie w jego lewe oko.
Krzyknęłam gdy wilk zawył z bólu. Wiedziałam ze prawdopodobnie chce nas zabić ale było mi go zal. Nie mogłam pozwolić by znów coś mu się stało. Zobaczyłam jak Mat szykuje się do zaatakowania wilka od tylu gdy ten zajęty był Ninom i swoim okiem. Jakaś wewnętrzna siła pchnęła mnie do przodu i rzuciłam się biegiem w stronę walczących. Stanęłam pomiędzy Matem i wilkiem . To była chyba najbardziej głupia rzecz jakom w życiu zrobiłam. Mat który za późno mnie zauważył nie dal rady zatrzymać miecza i cios który przeznaczony był dla wilka trafił we mnie.
Poczułam straszny ból w okolicach brzucha. Spojrzałam w dól i zobaczyłam ze miecz Mata wszedł aż po samom rękojeść. No mojej bluzce pojawiła się wielka czerwona plama. Usłyszałam jak ktoś krzyczy. Zorientowałam się ze to ja sama. Czas jakby stanął. Spojrzałam w oczy Mata i zobaczyłam w nich przerażenie, strach i poczucie winy. Przeniosłam wzrok na Ninę która zasłaniała ręka usta i miała łzy w oczach. Na koniec spojrzałam na wilka dla którego pod wpływem impulsu zaryzykowałam życie. W jego pięknych oczach, teraz już tylko jednym oku, zobaczyłam zdziwienie, wdzięczność i.......i podziw.
Zaczęło mi ciemnieć przed oczami. Zamrugałam kilka razy i spróbowałam skupić wzrok na wilku. Nogi miałam jak z waty. Upadłabym na ziemie ale Mat mnie złapał. Ostatnie co pamiętam to to jak wilk uciekł. Przynajmniej nie umieram na darmo. Pomyślałam. Potem była już tylko ciemność.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
1. Wiem ze ten rozdział jest krótki ;/ Następne będą dłuższe ;)
2. Przepraszam jak są jakieś błędy ;p
3. I naprawdę prosiłabym o jakiekolwiek komentarze ;3 Nawet krytyke ;)
niedziela, 13 marca 2016
Rozdział 2
Weszłam do szkoły akurat gdy zadzwonił dzwonek. Uczniowie wybiegli z klas jakby się paliło. Normalka. Skierowałam się w stronę klasy w której miałam następną lekcje czyli matematykę. Lubie ją ale nie chętnie chodzę na te lekcje przez to że uczy mnie mega wredna baba. Nienawidzę jej. Zawsze się mnie czepia i pyta na każdej lekcji. Mam tego już dość. Ale co ja mogę zrobić ?? Już i tak jestem zagrożona z tego przedmiotu i wiele razy byłam u dyrektorki ze pyskowałam tej jędzy. Za miesiąc koniec roku szkolnego a ja chciałabym zdać.
-Wiki! Wiki! Wiki!-usłyszałam krzyk mojej najlepszej przyjaciółki Niny.-Tu jesteś! Czemu cie znowu nie było?! Bałam się o ciebie!
Wykrzyczała podbiegając do mnie. Spojrzałam na nią zirytowana. Nina była Azjatka, miała długie proste włosy związane w dwie kitki w kolorze rudym. Oczywiście ja farbowała. Była dosyć niska i szczupła. Zawsze się uśmiechała co mnie trochę wkurzało bo nie wiem z czego ona się tak cieszy. Ale mimo wszystko i tak ją lubię. Jest jedną z dwóch osób które toleruje i spędzam z nimi czas.
-Nie musisz się tak wydzierać stoję obok ciebie-powiedziałam.-Niby co mi się mogło stać?
Zaraz jednak pomyślałam o tym wilku jednak postanowiłam jej tego nie mówić. Nie dam jej tej satysfakcji. Zdziwiło mnie to ze tym razem się nie śmiała. Chyba naprawdę się o mnie martwiła. Ciekawe tylko dlaczego, przecież wie że ja często wagaruje.
-No nie wiem. Po prostu następnym razem odbierz ten telefon-powiedziała.
Odniosłam wrażenie ze coś przede mną ukrywa. Co było dziwne bo ona o wszystkim mi mówiła. Tak samo jak ja jej. Z ta różnicą ze ja nie jestem taka wylewna i większość rzeczy trzeba ze mnie wyciągać siłą.
-Mam rozładowany. Nie musisz się tak o mnie troszczyć. Nie jesteś moją matka, jedna mi wystarczy. A teraz chodź na lekcje-odpowiedziałam znudzona.
-Okey!-wykrzyknęła z entuzjazmem Nina i znowu się roześmiała.
Japie*dole z czego ona się tak cieszy? Chyba nigdy jej nie zrozumiem. Ale trudno. Tak to już jest. Doszłyśmy do klasy akurat gdy zadzwonił dzwonek. Wszyscy byli już w sali, nikt nie chciał podpaść nauczycielce. Zajęłyśmy z Ninom swoje miejsca. Westchnęłam zrezygnowana. czeka mnie godzina tortur. Do sali weszła na nasza nauczycielka matematyki Pani Furmańczyk. Przesunęła wzrokiem po naszej klasie szukając swojej ofiary. Większość uczniów próbowała wejść pod ławkę, inni udawali ze się pilnie uczą. Jeszcze inni zastygli w bezruchu jakby myśleli ze przez to staną się niewidzialni. Jej wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnęła się złośliwie.
-No nie wiem. Po prostu następnym razem odbierz ten telefon-powiedziała.
Odniosłam wrażenie ze coś przede mną ukrywa. Co było dziwne bo ona o wszystkim mi mówiła. Tak samo jak ja jej. Z ta różnicą ze ja nie jestem taka wylewna i większość rzeczy trzeba ze mnie wyciągać siłą.
-Mam rozładowany. Nie musisz się tak o mnie troszczyć. Nie jesteś moją matka, jedna mi wystarczy. A teraz chodź na lekcje-odpowiedziałam znudzona.
-Okey!-wykrzyknęła z entuzjazmem Nina i znowu się roześmiała.
Japie*dole z czego ona się tak cieszy? Chyba nigdy jej nie zrozumiem. Ale trudno. Tak to już jest. Doszłyśmy do klasy akurat gdy zadzwonił dzwonek. Wszyscy byli już w sali, nikt nie chciał podpaść nauczycielce. Zajęłyśmy z Ninom swoje miejsca. Westchnęłam zrezygnowana. czeka mnie godzina tortur. Do sali weszła na nasza nauczycielka matematyki Pani Furmańczyk. Przesunęła wzrokiem po naszej klasie szukając swojej ofiary. Większość uczniów próbowała wejść pod ławkę, inni udawali ze się pilnie uczą. Jeszcze inni zastygli w bezruchu jakby myśleli ze przez to staną się niewidzialni. Jej wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnęła się złośliwie.
-A może dzisiaj Wiktoria będzie
odpowiadać? Co ty na to?-powiedziała.
Pyta się mnie jakbym miała jakiś wybór.
Prychnęłam wkurzona. Uczniowie się rozluźnili, bo to nie oni musieli
odpowiadać. Ta lekcja ledwo się zaczęła a ja już mam jej dosyć. Ale wstałam i
podeszłam do tablicy. Mam się zachowywać "grzecznie" co w moim
przypadku oznacza milczenie. Furmańczyk zaczęła mnie przepytywać.
Odpowiedziałam dobrze na 3/4 pytań ale i tak dostałam 2-. I gdzie tu
sprawiedliwość? Wzruszyłam ramionami. Trudno, dobrze ze nie 1. Wróciłam na
swoje miejsce. Reszta lekcji upłynęła całkiem spokojnie. Mimo to gdy zadzwonił
dzwonek rzuciłam się do drzwi jak reszta klasy. Na korytarzu czekał na nas
Mateusz. Gdy mnie zobaczył przyciągnął mnie do siebie i otoczył ramionami. Jest
ode mnie wyższy o głowę, ma blond włosy i ciemne oczy. Jest sztywny,
odpowiedzialny i mega mądry. Naprawdę nie wiem czemu się z nim przyjaźnie. Nic
mnie z nim nie łączy.
-Wiki! Tak się o ciebie martwiłem. Nigdy
więcej mnie tak nie strasz! Rozumiesz?-powiedział drżącym głosem.-Myślałem ze
coś ci się stało.
Ten dzień jest coraz dziwniejszy.
Najpierw ten wilk, potem Nina, teraz Mat (mówię tak na niego bo według mnie
Mateusz to za długie imię, to chyba nawet nie jest zdrobnienie jego imienia ale
on się nigdy o to nie skarżył). Co się tu ku*wa dzieje? To nie w stylu Mata
żeby okazywać jakiekolwiek emocje a co dopiero w miejscu publicznym. I naprawdę
nie wiem o co im chodzi wiele razy byłam na wagarach i na nocnych imprezach.
Teraz nie było mnie cale 45 minut i już dramatyzują.
-Okey, okey. O co wam chodzi? Co
niby miało by mi się stać? -odpowiedziałam zdziwiona.
-Wszystko, ale nie ważne. Po prostu
my...jesteśmy dzisiaj zestresowani bo przecież jest tyle tych testów-skłamał
Mat odsuwając się ode mnie.
Potrafiłam wyczuć gdy oni coś przede mną
ukrywają. Poza tym on nie umie kłamać. I teraz wiedziałam ze oboje coś
kombinują. Postanowiłam nie pokazywać ze coś podejrzewam. Uśmiechnęłam się do
nich pocieszająco.
-Spoko. Rozumiem ale następnym
razem nie wariujcie tak, okey?-odpowiedziałam.-To skoro jesteście tak spięci to
trzeba was trochę rozluźnić. Co powiecie na pyszną kawę z kawiarni w centrum?
Zerwalibyśmy się z lekcji.
-Ja jestem za!-poparła mnie
Nina.
-A ja jestem przegłosowany i i
tak was nie zatrzymam-westchnął Mat.-No to chodźmy.
-Jej!-krzyknęła moja
przyjaciółka.-A potem możemy iść na zakupy!
Jęknęliśmy wspólnie z Matem.
Zakupy z Ninom trwały 2 godziny jak nie więcej. Ale ona się tylko
roześmiała.
Wyszliśmy ze szkoły i
skierowaliśmy się w stronę centrum. Czekał nas całkiem spory kawałek drogi do
przebycia. Ale mnie się nigdzie nie śpieszyło. Rozkoszowałam się wolnością. Gdy
tak szliśmy za uwarzyłam ze oboje obserwują wszystko do okola. Próbowali to
ukryć ale widziałam ze są spięci. Coraz bardziej chciałam dowiedzieć się co
przede mną ukrywają. Już miałam się o to ich zapytać gdy nagle oboje stanęli
jak wryci i spojrzeli w ciemny zaułek. Podążyłam za ich wzrokiem i w cieniu
zobaczyłam wielkiego wilka. Rozdziawiłam usta ze zdziwienia. Był to ten sam
wilk którego widziałam na przystanku. A to ze Mat i Nina go widza dowodzi temu
ze on istnieje.
Rozległ się warkot. Wilk
wyszczerzył na nas swoje długie i ostre jak nóż zęby i zaczął powoli skradać
się w nasza stronę. Minusem tej sytuacji było to ze prawdopodobnie zaraz
zginiemy. Plusem to ze jednak nie zwariowałam.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
1.Długo nie było rozdziału ale
naprawdę ciężko mi się go pisało.
2.Chciałabym zobaczyć ile osób to
naprawdę czyta. Wiec prosiłabym o komentowanie ;)
3.Wiem ze ten rozdział jest
krótki i za to bardzo was przepraszam.
4.Darujcie
mi to ze są błędy ;/ Staram się ich nie robić.poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział 1
Słońce zaświeciło mi w oczy zmuszając je do otwarcia. Przeciągnęłam się leniwie ja kot. Spojrzałam na zegarek. Na wyświetlaczu wielkimi cyframi pisało 7:49. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- O jak mi przykro, autobus mi uciekł -wymamrotałam sarkastycznie.
Jak by ktoś nie wiedział jestem królową sarkazmu. Jak i również grania na gitarze elektrycznej ale o tym później. Wstałam z łózka i podeszłam do wielkiego lustra w moim pokoju. Nie jest on za wielki ale mi się podoba. Mam jedno okno przez które jest widok na jakże czystą i zadbaną ulice. Przy jednej ścianie stoi szafa, komoda, biurko a na drugiej łózko i mój kącik. Trzymam tam moją gitarę i wszystkie książki. Pewnie teraz zadajecie sobie pytanie gdzie to lustro. O tuz jest ono na drzwiach. Ściany są w kolorach neonowej zieleni a meble są z czarnego drewna. Wszystkie moje ozdoby czy jak to tam się nazywa (poduszki,pościel,dywan i jakieś inne duperele które mam na biurku) są żółto, różowo, zielone. Oczywiście neonowe. To taka moja mała świątynia. Która jest zamykana na dwa zamki. To nie jest żart. Mama nie zna takiego słowa jak prywatność. Ale wracając do tematu, spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Zresztą co się dziwić dopiero wstałam.
Wzięłam ze sobą komplet ubrań i poszłam do łazienki pod prysznic. Ubrałam luźny biały podkoszulek z nadrukiem, jasne szorty, ciemne wysokie buty i rajtuzy do tego jakieś bransoletki i torebkę. Włosy związałam w luźny kucyk odsłaniając swoje kolczyki. Miałam ich kilka.
Z ociąganiem poszłam do kuchni na śniadanie. Mama już dawno była w pracy wiec uniknęłam kłótni. Nie mam z nią za dobrych stosunków. Cały czas się o coś sprzeczamy. Czasami kłócimy się o takie bzdury za aż mi się śmiać chce. Zrobiłam sobie kawę i kanapkę z Nutellom. Gdy już skończyłam jeść w swoim ekspresowym tempie na zegarze była 8:20. Umyłam jeszcze tylko zęby i poszłam na przystanek.
Gdy doszłam na miejsce wszędzie było pusto. TU NIGDY NIE JEST AZ TAK PUSTO. Co się stało ?? Jakaś apokalipsa zombi a ja o tym nie wiem ?? Dobra nie ważne. Postanowiłam się tym nie przejmować. Mimo wszystko jestem bardzo obojętna to to co się dookoła mnie dzieje. Usiadłam na ławce i czekałam. Autobus jak zwykle się spóźniał.
- Świetnie. Przynajmniej nie muszę wymyślać wymówki - powiedziałam sama do siebie.
Tez tak czasem macie ?? Ze mówicie coś do siebie nie zdając sobie z tego sprawy ?? Ja tak mam. Ludzie czasem się na mnie dziwnie patrzą. Jestem ciekawa co sobie w tedy myślą. Pewnie ze jestem chora psychicznie albo coś w tym stylu.
Nagle zawiał zimny wiatr. Zrobiło mi się zimno. Co się dzieje do kurwy nędzy ?? Jest plus 17 stopni ! Czemu nagle się zrobiło tak lodowato ?? Poczułam na sobie czyiś wzrok. Ale nikogo nigdzie nie widziałam. Jeśli to ma być jakiś żart to chujowy. Usłyszałam cichy pomruk. Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam wielkiego psa. NIE ! To nie jest pies to wilk ! Wielki, czarny jak węgiel wilk. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Poczułam dreszcze na całym ciele. Miał całe czarne oczy którymi przewiercał mnie na wylot zupełnie, jakby chciał dostać się do mojej duszy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jestem pewna ze gdyby chciał zjadłby mnie z 3 sekundy ale mimo wszystko był piękny. Mierzyliśmy się wzajemnie wzrokiem. Nie mogłam nadziwić się jego pięknu i majestatowi wyglądał niesamowicie. Zaczął powoli do mnie podchodzić cały czas patrząc mi prosto w oczy. Nie ruszałam się z miejsca. Stałam tam nieruchomo jak posag. Powinnam była uciekać i wariować ze strachu ale ja czułam tylko fascynacje i ciekawość.
Nagle zawiał zimny wiatr. Zrobiło mi się zimno. Co się dzieje do kurwy nędzy ?? Jest plus 17 stopni ! Czemu nagle się zrobiło tak lodowato ?? Poczułam na sobie czyiś wzrok. Ale nikogo nigdzie nie widziałam. Jeśli to ma być jakiś żart to chujowy. Usłyszałam cichy pomruk. Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam wielkiego psa. NIE ! To nie jest pies to wilk ! Wielki, czarny jak węgiel wilk. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Poczułam dreszcze na całym ciele. Miał całe czarne oczy którymi przewiercał mnie na wylot zupełnie, jakby chciał dostać się do mojej duszy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jestem pewna ze gdyby chciał zjadłby mnie z 3 sekundy ale mimo wszystko był piękny. Mierzyliśmy się wzajemnie wzrokiem. Nie mogłam nadziwić się jego pięknu i majestatowi wyglądał niesamowicie. Zaczął powoli do mnie podchodzić cały czas patrząc mi prosto w oczy. Nie ruszałam się z miejsca. Stałam tam nieruchomo jak posag. Powinnam była uciekać i wariować ze strachu ale ja czułam tylko fascynacje i ciekawość.
Usłyszałam ze coś nadjeżdża i odwróciłam się w tamta stronę. Autobus toczył się powoli w moim kierunku. Odwróciłam głowę s powrotem w stronę gdzie stal wilk ale jego już tam nie było. Stałam zdziwiona i patrzyłam się w tam to miejsce gdzie stal jakbym mogła go przywołać wzrokiem. Kierowca autobusu zatrąbił na mnie wyrywając mnie z osłupienia. Weszłam do autobusu i skasowałam bilet. Jednak myślami wciąż byłam przy wilku. Skąd taki ogromny wilk w mieście ?? Przecież tu nawet niema wilków ! Co to do cholery wo gule było ?? Przez cala drogę do szkoły w głowie widziałam te niesamowicie magnetyczne, czarne oczy.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
1. Przepraszam za wszystkie ewentualne błędy. Niestety moja klawiatura jest popsuta i nie pisze a z ogonkiem i innych takich liter wiec wszystko poprawiane jest w autokorekcie a ona nie zawsze działa.
2. Rozdział pisany był o 1 w nocy wiec proszę o wyrozumienie.
3, Rozdziały będą wstawianie nieregularnie bo ja nie zawsze mam czas i wenę. ;)
4. Wulgarne wyrazy są tu by pokazać trudny charakter bohaterów (na razie tylko bohaterki XD)
4. Wulgarne wyrazy są tu by pokazać trudny charakter bohaterów (na razie tylko bohaterki XD)
Bardzo dziękuję tym co mnie czytają ;**
sobota, 27 lutego 2016
Prolog
Biegłam przed siebie. Było ciemno i mroczno. Płuca odmawiały mi już posłuszeństwa. Ale ja ani na chwile nie zwolniłam. Usłyszałam śmiech, coś mnie do niego ciągnęło. Chciałam koniecznie dowiedzieć się kto jest jego właścicielem.
Zagłębiałam się coraz głębiej w las. Ale nie przejmowałam się tym. Już i tak dawno się zgubiłam. Interesowało mnie tylko jedno. TEN ŚMIECH. Za każdym razem gdy myślałam ze już jestem blisko on znowu się oddalał. Bawił się ze mną w kotka i myszkę. To było mega irytujące ,ale sprawiało ze jeszcze bardziej chciałam odpowiedzi na swoje pytania. Z czego ten ktoś się śmieje ?? KTO się śmieje ?? Czemu czuje nieodpartą potrzebę gonienia źródła tego dźwięku ?? Gdzie jest ten tajemniczy las ?? Miałam tyle pytań i zero odpowiedzi.
-Już niedługo poznasz je wszystkie.-usłyszałam nieznany głos.
Obudziłam się cala zalana potem jakbym naprawdę biegła. Kolejny nocny koszmar. Zawsze ten sam. Szczerze mówiąc trochę mi się on nudzi. Ludzie maja tyle różnych koszmarów o zombi, kosmitach, tragicznych wypadkach, psychopatycznych mordercach, nawet o zamknięciu wszystkich sklepów z ubraniami (tak, istnieją osoby które takie maja) ale ja zawsze mam ten sam. Zaczął mi się śnić gdy miałam 9 lat. Dzień po rozpoczęciu roku w nowej szkole. Musiałam ja zmienić bo przez prace mamy znowu się przeprowadziłyśmy. Teraz mam 17 lat. Przez cale cholerne 8 lat śni mi się ten sam koszmar. O ile biegnięcie przez las za tajemniczym śmiechem można tak nazwać. Ale jedno jest nowe. On (bo zakładam ze to on a nie ona) nigdy się nie odezwał. NIGDY. Zawsze słyszałam tylko śmiech. Co to oznacza ?? Ze w końcu poznam wszystkie odpowiedzi na swoje pytania ??
Z rozmyślania wyrwał mnie dzwonek w telefonie. Spojrzałam na zegarek 6:00. Super. Kolejny dzień w moim beznadziejnym i nudnym życiu. Powinnam wstać i zejść na śniadanie bo dzisiaj mam test z chemii na pierwszej lekcji i nie mogę się spóźnić. Zaczęłam się śmiać. Wczoraj miałam się "pouczyć" ale w końcu skończyło się na tym ze oglądałam filmiki na YouTube. Wyłączyłam budzik i przykryłam się kołdrom aż po samom brodę. Po leżę jeszcze tylko chwilkę...
Zagłębiałam się coraz głębiej w las. Ale nie przejmowałam się tym. Już i tak dawno się zgubiłam. Interesowało mnie tylko jedno. TEN ŚMIECH. Za każdym razem gdy myślałam ze już jestem blisko on znowu się oddalał. Bawił się ze mną w kotka i myszkę. To było mega irytujące ,ale sprawiało ze jeszcze bardziej chciałam odpowiedzi na swoje pytania. Z czego ten ktoś się śmieje ?? KTO się śmieje ?? Czemu czuje nieodpartą potrzebę gonienia źródła tego dźwięku ?? Gdzie jest ten tajemniczy las ?? Miałam tyle pytań i zero odpowiedzi.
-Już niedługo poznasz je wszystkie.-usłyszałam nieznany głos.
Obudziłam się cala zalana potem jakbym naprawdę biegła. Kolejny nocny koszmar. Zawsze ten sam. Szczerze mówiąc trochę mi się on nudzi. Ludzie maja tyle różnych koszmarów o zombi, kosmitach, tragicznych wypadkach, psychopatycznych mordercach, nawet o zamknięciu wszystkich sklepów z ubraniami (tak, istnieją osoby które takie maja) ale ja zawsze mam ten sam. Zaczął mi się śnić gdy miałam 9 lat. Dzień po rozpoczęciu roku w nowej szkole. Musiałam ja zmienić bo przez prace mamy znowu się przeprowadziłyśmy. Teraz mam 17 lat. Przez cale cholerne 8 lat śni mi się ten sam koszmar. O ile biegnięcie przez las za tajemniczym śmiechem można tak nazwać. Ale jedno jest nowe. On (bo zakładam ze to on a nie ona) nigdy się nie odezwał. NIGDY. Zawsze słyszałam tylko śmiech. Co to oznacza ?? Ze w końcu poznam wszystkie odpowiedzi na swoje pytania ??
Z rozmyślania wyrwał mnie dzwonek w telefonie. Spojrzałam na zegarek 6:00. Super. Kolejny dzień w moim beznadziejnym i nudnym życiu. Powinnam wstać i zejść na śniadanie bo dzisiaj mam test z chemii na pierwszej lekcji i nie mogę się spóźnić. Zaczęłam się śmiać. Wczoraj miałam się "pouczyć" ale w końcu skończyło się na tym ze oglądałam filmiki na YouTube. Wyłączyłam budzik i przykryłam się kołdrom aż po samom brodę. Po leżę jeszcze tylko chwilkę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




