Weszłam do szkoły akurat gdy zadzwonił dzwonek. Uczniowie wybiegli z klas jakby się paliło. Normalka. Skierowałam się w stronę klasy w której miałam następną lekcje czyli matematykę. Lubie ją ale nie chętnie chodzę na te lekcje przez to że uczy mnie mega wredna baba. Nienawidzę jej. Zawsze się mnie czepia i pyta na każdej lekcji. Mam tego już dość. Ale co ja mogę zrobić ?? Już i tak jestem zagrożona z tego przedmiotu i wiele razy byłam u dyrektorki ze pyskowałam tej jędzy. Za miesiąc koniec roku szkolnego a ja chciałabym zdać.
-Wiki! Wiki! Wiki!-usłyszałam krzyk mojej najlepszej przyjaciółki Niny.-Tu jesteś! Czemu cie znowu nie było?! Bałam się o ciebie!
Wykrzyczała podbiegając do mnie. Spojrzałam na nią zirytowana. Nina była Azjatka, miała długie proste włosy związane w dwie kitki w kolorze rudym. Oczywiście ja farbowała. Była dosyć niska i szczupła. Zawsze się uśmiechała co mnie trochę wkurzało bo nie wiem z czego ona się tak cieszy. Ale mimo wszystko i tak ją lubię. Jest jedną z dwóch osób które toleruje i spędzam z nimi czas.
-Nie musisz się tak wydzierać stoję obok ciebie-powiedziałam.-Niby co mi się mogło stać?
Zaraz jednak pomyślałam o tym wilku jednak postanowiłam jej tego nie mówić. Nie dam jej tej satysfakcji. Zdziwiło mnie to ze tym razem się nie śmiała. Chyba naprawdę się o mnie martwiła. Ciekawe tylko dlaczego, przecież wie że ja często wagaruje.
-No nie wiem. Po prostu następnym razem odbierz ten telefon-powiedziała.
Odniosłam wrażenie ze coś przede mną ukrywa. Co było dziwne bo ona o wszystkim mi mówiła. Tak samo jak ja jej. Z ta różnicą ze ja nie jestem taka wylewna i większość rzeczy trzeba ze mnie wyciągać siłą.
-Mam rozładowany. Nie musisz się tak o mnie troszczyć. Nie jesteś moją matka, jedna mi wystarczy. A teraz chodź na lekcje-odpowiedziałam znudzona.
-Okey!-wykrzyknęła z entuzjazmem Nina i znowu się roześmiała.
Japie*dole z czego ona się tak cieszy? Chyba nigdy jej nie zrozumiem. Ale trudno. Tak to już jest. Doszłyśmy do klasy akurat gdy zadzwonił dzwonek. Wszyscy byli już w sali, nikt nie chciał podpaść nauczycielce. Zajęłyśmy z Ninom swoje miejsca. Westchnęłam zrezygnowana. czeka mnie godzina tortur. Do sali weszła na nasza nauczycielka matematyki Pani Furmańczyk. Przesunęła wzrokiem po naszej klasie szukając swojej ofiary. Większość uczniów próbowała wejść pod ławkę, inni udawali ze się pilnie uczą. Jeszcze inni zastygli w bezruchu jakby myśleli ze przez to staną się niewidzialni. Jej wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnęła się złośliwie.
-No nie wiem. Po prostu następnym razem odbierz ten telefon-powiedziała.
Odniosłam wrażenie ze coś przede mną ukrywa. Co było dziwne bo ona o wszystkim mi mówiła. Tak samo jak ja jej. Z ta różnicą ze ja nie jestem taka wylewna i większość rzeczy trzeba ze mnie wyciągać siłą.
-Mam rozładowany. Nie musisz się tak o mnie troszczyć. Nie jesteś moją matka, jedna mi wystarczy. A teraz chodź na lekcje-odpowiedziałam znudzona.
-Okey!-wykrzyknęła z entuzjazmem Nina i znowu się roześmiała.
Japie*dole z czego ona się tak cieszy? Chyba nigdy jej nie zrozumiem. Ale trudno. Tak to już jest. Doszłyśmy do klasy akurat gdy zadzwonił dzwonek. Wszyscy byli już w sali, nikt nie chciał podpaść nauczycielce. Zajęłyśmy z Ninom swoje miejsca. Westchnęłam zrezygnowana. czeka mnie godzina tortur. Do sali weszła na nasza nauczycielka matematyki Pani Furmańczyk. Przesunęła wzrokiem po naszej klasie szukając swojej ofiary. Większość uczniów próbowała wejść pod ławkę, inni udawali ze się pilnie uczą. Jeszcze inni zastygli w bezruchu jakby myśleli ze przez to staną się niewidzialni. Jej wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnęła się złośliwie.
-A może dzisiaj Wiktoria będzie
odpowiadać? Co ty na to?-powiedziała.
Pyta się mnie jakbym miała jakiś wybór.
Prychnęłam wkurzona. Uczniowie się rozluźnili, bo to nie oni musieli
odpowiadać. Ta lekcja ledwo się zaczęła a ja już mam jej dosyć. Ale wstałam i
podeszłam do tablicy. Mam się zachowywać "grzecznie" co w moim
przypadku oznacza milczenie. Furmańczyk zaczęła mnie przepytywać.
Odpowiedziałam dobrze na 3/4 pytań ale i tak dostałam 2-. I gdzie tu
sprawiedliwość? Wzruszyłam ramionami. Trudno, dobrze ze nie 1. Wróciłam na
swoje miejsce. Reszta lekcji upłynęła całkiem spokojnie. Mimo to gdy zadzwonił
dzwonek rzuciłam się do drzwi jak reszta klasy. Na korytarzu czekał na nas
Mateusz. Gdy mnie zobaczył przyciągnął mnie do siebie i otoczył ramionami. Jest
ode mnie wyższy o głowę, ma blond włosy i ciemne oczy. Jest sztywny,
odpowiedzialny i mega mądry. Naprawdę nie wiem czemu się z nim przyjaźnie. Nic
mnie z nim nie łączy.
-Wiki! Tak się o ciebie martwiłem. Nigdy
więcej mnie tak nie strasz! Rozumiesz?-powiedział drżącym głosem.-Myślałem ze
coś ci się stało.
Ten dzień jest coraz dziwniejszy.
Najpierw ten wilk, potem Nina, teraz Mat (mówię tak na niego bo według mnie
Mateusz to za długie imię, to chyba nawet nie jest zdrobnienie jego imienia ale
on się nigdy o to nie skarżył). Co się tu ku*wa dzieje? To nie w stylu Mata
żeby okazywać jakiekolwiek emocje a co dopiero w miejscu publicznym. I naprawdę
nie wiem o co im chodzi wiele razy byłam na wagarach i na nocnych imprezach.
Teraz nie było mnie cale 45 minut i już dramatyzują.
-Okey, okey. O co wam chodzi? Co
niby miało by mi się stać? -odpowiedziałam zdziwiona.
-Wszystko, ale nie ważne. Po prostu
my...jesteśmy dzisiaj zestresowani bo przecież jest tyle tych testów-skłamał
Mat odsuwając się ode mnie.
Potrafiłam wyczuć gdy oni coś przede mną
ukrywają. Poza tym on nie umie kłamać. I teraz wiedziałam ze oboje coś
kombinują. Postanowiłam nie pokazywać ze coś podejrzewam. Uśmiechnęłam się do
nich pocieszająco.
-Spoko. Rozumiem ale następnym
razem nie wariujcie tak, okey?-odpowiedziałam.-To skoro jesteście tak spięci to
trzeba was trochę rozluźnić. Co powiecie na pyszną kawę z kawiarni w centrum?
Zerwalibyśmy się z lekcji.
-Ja jestem za!-poparła mnie
Nina.
-A ja jestem przegłosowany i i
tak was nie zatrzymam-westchnął Mat.-No to chodźmy.
-Jej!-krzyknęła moja
przyjaciółka.-A potem możemy iść na zakupy!
Jęknęliśmy wspólnie z Matem.
Zakupy z Ninom trwały 2 godziny jak nie więcej. Ale ona się tylko
roześmiała.
Wyszliśmy ze szkoły i
skierowaliśmy się w stronę centrum. Czekał nas całkiem spory kawałek drogi do
przebycia. Ale mnie się nigdzie nie śpieszyło. Rozkoszowałam się wolnością. Gdy
tak szliśmy za uwarzyłam ze oboje obserwują wszystko do okola. Próbowali to
ukryć ale widziałam ze są spięci. Coraz bardziej chciałam dowiedzieć się co
przede mną ukrywają. Już miałam się o to ich zapytać gdy nagle oboje stanęli
jak wryci i spojrzeli w ciemny zaułek. Podążyłam za ich wzrokiem i w cieniu
zobaczyłam wielkiego wilka. Rozdziawiłam usta ze zdziwienia. Był to ten sam
wilk którego widziałam na przystanku. A to ze Mat i Nina go widza dowodzi temu
ze on istnieje.
Rozległ się warkot. Wilk
wyszczerzył na nas swoje długie i ostre jak nóż zęby i zaczął powoli skradać
się w nasza stronę. Minusem tej sytuacji było to ze prawdopodobnie zaraz
zginiemy. Plusem to ze jednak nie zwariowałam.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
1.Długo nie było rozdziału ale
naprawdę ciężko mi się go pisało.
2.Chciałabym zobaczyć ile osób to
naprawdę czyta. Wiec prosiłabym o komentowanie ;)
3.Wiem ze ten rozdział jest
krótki i za to bardzo was przepraszam.
4.Darujcie
mi to ze są błędy ;/ Staram się ich nie robić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz